"Pierwsze wspomnienie z dzieciństwa? Pijany ojciec. Proszę, nie twórzcie dzieciom na siłę normalnej rodziny"

Fot. stockbroker / 123RF Zdjęcie Seryjne
Fot. stockbroker / 123RF Zdjęcie Seryjne
Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa? Pijany ojciec. Mam wtedy chyba 4 lata. Chwiejnym krokiem dotarł do lodówki, która świeciła pustkami. To wystarczyło. W mgnieniu oka zniknęło wszystko z kuchennego blatu. Tak, wpadł w szał. Schowałam się pod łóżko, zamknęłam oczy, a w myślach śpiewałam ulubioną piosenkę. Czekałam, aż wszystko ucichnie. Czekałam, aż położy się, a rano wszystko wróci do normy. Do naszej normy.



Podobno nigdy nie uderzył mojej matki
Podobno nigdy nie zlał pasem moich braci. Podobno. Bo teraz, gdy jestem już dorosła, powracają obrazy…wspomnienia? Pojawiają się w mojej głowie, a ja nie wiem czy to mój wymysł? Czy przeszłość?
Mój ojciec przestał pić, gdy miałam 5 lat. Przestraszył się samotności. Papiery rozwodowe już leżały w sądzie. Który sąd nie dałby rozwodu kobiecie, której mąż jest alkoholikiem? No właśnie.
Po wielu terapiach, udało się. O rozwodzie wszyscy zapomnieli. A ja zaczęłam poznawać mojego ojca na nowo. Ten „nowy” tata był idealny. Wycieczki, niespodzianki, prezenty, spacery, zabawy, czas…Wszystko odzyskałam. Przestałam bać się, gdy słyszałam przekręcany zamek w drzwiach. Już nie chciałam chować się pod łóżko. Już wiedziałam, miałam tę pewność, że mój ojciec nie wróci więcej pijany. Że nie zamieni się w tego „dawnego”, bełtającego, zataczającego się ojca.

Byliśmy już „normalną” rodziną
Mama już nie płakała, ale…była smutna. Coraz częściej w nocy przychodziła do naszego pokoju i kładła się na podłodze. Mówiła, że ojciec bardzo chrapie. A ja? Ja jej wierzyłam.

Nigdy nie wyjeżdżaliśmy razem na wakacje. Nigdy wspólnie nie poszliśmy do kina, do teatru. Ba! Nigdy wspólnie nie poszliśmy nawet na spacer. Obok mnie była zawsze mama lub tata. Nigdy oboje. Wiesz, nie widziałam w tym nic złego. Byłam już nastolatką z całą masą tych „poważnych” problemów. Miałam rodziców pod jednych dachem, dlaczego więc coś miałoby nie grać?

Tylko wtedy, gdy odwiedzałam znajomych, siedziałam przy ich rodzinnym stole, czułam dziwne ukucie w sercu. Przytulają się, rozmawiają, są dla siebie tacy serdeczni…Bolało. My przy wspólnym stole siadaliśmy tylko dwa razy do roku. Zaskoczę cię, jeśli napiszę, że w święta? Wtedy się starali, rozmawiali, czasem nawet żartowali. Wciąż jednak byli daleko.
Nasza rodzina była moim „pewnikiem”. Myślałam, że tak właśnie wygląda prawdziwe życie. Bo czy po latach związku wciąż masz siłę, aby się starać? Dla mnie to, że rodzice śpią oddzielnie, rozmawiają tylko o ważnych, wspólnych sprawach, było normalne, nawet naturalne.

Im byłam starsza, tym więcej rozumiałam, więcej widziałam
Już nie wierzyłam mamie, gdy mówiła, że wszystko jest w porządku. Zaczęłam zastanawiać się czy kiedykolwiek widziałam ją szczęśliwą. A ojciec? Im byliśmy starsi, tym rzadziej spędzał czas w domu.

Nigdy nie zareagowałam. Nigdy też nie powiedziałam, że to nasze życie nie powinno tak wyglądać. Tak było łatwiej. A może bałam się usłyszeć prawdę?

Dziś mam 31 lat i za 3 miesiące powinnam stanąć przed ołtarzem. Powinnam, bo powiedziałam „tak” i na palcu noszę już pierścionek zaręczynowy. Powinnam, bo wszystko już gotowe. Powinnam, bo kocham.

Boję się jednak, że za kilka lat obrazy z przeszłości staną się moją rzeczywistością
Nie chcę, aby moje życie wyglądało jak wspólne życie moich rodziców. Bo widzę już tych, którym się udało. Wiem już, że można inaczej.

Wciąż jednak nie wiem, gdzie moi rodzice popełnili błąd. Czy to, że mój ojciec kiedyś pił przekreśliło ich szansę na normalne życie? A może powinni rozstać się już wiele lat temu?

Kiedy moimi obawami podzieliłam się z babcią, usłyszałam: Zrobiła to dla was. Dla Ciebie, dla Piotrka i dla Pawła. Niewiele pamiętasz, ale pewnych sytuacji pijaństwem usprawiedliwić nie można. Nie można też cofnąć wielu słów.

Moja mama chciała, abyśmy mieli normalny dom, normalną rodzinę. Zapomniała o swoim szczęściu i o swoich marzeniach. Czy nie taka jest rola matki? Choć dziś jestem jej za tę "normalność" i pełną rodzinę wdzięczna, czuje się też winna. Bo to między innymi przeze mnie jej życie nie wyglądało tak, jak powinno.

Kilka słów do Was, Drodzy Rodzice
Nie zawsze trzeba walczyć. To nie "pełna" rodzina jest gwarancją szczęścia i normalności. I teraz możecie myśleć, że te kilkuletnie dzieci jeszcze nic nie rozumieją. I macie rację. Ale gwarantuję wam - zrozumieją. A to, jak teraz wygląda wasze życie, wpłynie na ich życie w przyszłości.

Jeśli zadbacie o siebie, zadbacie też o nie.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...