"Chcę, żebyś wiedział, że wspólne życie po zdradzie istnieje. Powiem ci, co musisz zrobić"

Fot. grekov / 123RF Zdjęcie Seryjne
Fot. grekov / 123RF Zdjęcie Seryjne
Przez 15 lat mojego małżeńskiego życia myślałam, że temat zdrady mnie (nas) nie dotyczy. Bo przecież mówią, że pierwszy kryzys już po 4 latach, kolejny – po 7. To wtedy, on lub ona lub oboje, decydują się na skok w bok. Czasem nie wracają, dużo częściej na kolanach błagają o wybaczenie.



Ten scenariusz mnie nie dotyczył. Byłam tą szczęściarą, która z pewnością w głosie mówiła: „W naszym małżeńskie wszystko gra! Od lat!”. Mieliśmy kryzysy, trudne sytuacje, niejedną awanturę i równie wiele „cichych dni”. Z każdej próby wychodziliśmy jednak obronną ręką. Silniejsi, pewniejsi siebie, jeszcze bardziej w sobie zakochani.

„Dzięki za tamtą noc. Jeśli będziesz chciał ją kiedyś powtórzyć, odezwij się” – przeczytałam na wyświetlaczu jego telefonu. Nadawcą wiadomości była Małgosia. Mój mąż właśnie brał prysznic. Pech chciał (jego pech), że telefon zostawił w zasięgu mojego wzroku.
„Ona nic dla mnie nie znaczy. To był tylko ten jeden raz. Za dużo wypiłem. Nie układało nam się ostatnio. Proszę cię, wybacz mi” – usłyszałam dobrze znany większości zdradzonym kobietom, klasyk.

Nie będę rozpisywać się o tym, co wtedy poczułam. Jeśli kiedykolwiek ktoś bardzo was skrzywdził, wiecie jak jest ciężko. W pierwszej chwili chciałam kazać mężowi spakować walizki i wynosić się z mojego życia. Po chwili jednak przypomniałam sobie, że za ścianą śpią dzieci. Już nie takie małe, ale wciąż nie na tyle duże, aby zrozumiały.

Kanapa. To było królestwo mojego męża przez kolejne kilka tygodni. Kajał się, przepraszał, obiecywał. Doskonale wiedziałam, że mam tylko dwa wyjścia. Albo przekreślę grubą kreską 15 lat małżeństwa, albo o to małżeństwo powalczę. Gotowa na ciosy, podjęłam wyzwanie.

Wiele prawdy jest w twierdzeniu, że wina zawsze leży po obu stronach. W kontekście zdrady brzmi to abstrakcyjnie? Możliwe. Ale wierz mi, jest prawdziwe.

Przed nami stało trudne zadanie. Chyba śmiało mogę powiedzieć: najtrudniejsze. Oboje musieliśmy wykazać się chęciami i zaangażowaniem. Ja dodatkowo, musiałam poradzić sobie z wciąż siedzącym głęboko we mnie bólem. Uczuciem zranienia i smutku. Musiałam znaleźć w sobie siłę do walki. Dla siebie, dla moich dzieci i dla mojego męża.

Nasza walka nie trwała krótko. Nie obyło się bez pretensji i morza łez. Ale dziś już wiem, że to wszystko było potrzebne. Tylko dzięki temu wciąż jesteśmy małżeństwem. Parą, która uczy się siebie na nowo. Jeśli jesteś w podobnej sytuacji jak ja jeszcze niedawno – nie powiem ci, że będzie łatwo. Nie zagwarantuje też, że się uda. Ale powiem ci co musisz zrobić, jeśli zdecydujesz się walczyć o tę miłość.

Czy na pewno chcesz uratować ten związek?
Czy jesteś pewna, że to właśnie dla tej miłości warto się poświęcić? Musisz zadać sobie te pytania, a odpowiedzi być pewna. Jeśli się wahasz, na „naprawianie” jeszcze nie jest dobra pora.

Szczerość
Kim ona jest? Czy było ci z nią dobrze? Może lepiej? – te pytania możesz sobie i jemu, darować. Czy usłyszenie odpowiedzi przyniesie ci ulgę? Wręcz przeciwnie. Będzie bolało jeszcze bardziej.
Pytania jednak muszą paść, ale tylko te kluczowe. DLACZEGO? – to jedno z nich. Usłyszysz pewnie słowa, które cię zranią: „Znudziło mi się nasze życie”, „Potrzebowałem odmiany”, „Bałaś się nowych rzeczy” – usłyszałam ja. Mogłam obrazić się, odwrócić na pięcie i wyjść. Ale przecież postanowiłam walczyć…

To dobry moment, abyście porozmawiali o waszym związku. Co w nim wam odpowiada najbardziej, a co najmniej. Co uwielbiacie, a co chcielibyście zmienić. Szczerość za szczerość i wspólna refleksja.
Droga do wybaczenia
Wybaczyć nie będzie łatwo, a droga do niego będzie długa i kręta. Nawet wtedy, gdy będziesz już niemal pewna, że wybaczyłaś, mogą pojawić się wątpliwości. Musisz być pewna, że na wybaczenie jesteś gotowa, że będziesz potrafiła za kilka lat przemilczeć ten temat, nie wracać do niego, a w kłótni nie wyciągać zdrady jako karty przetargowej.

Czego oczekujemy
Zarówno ty, jak i twój partner. Czy nadal patrzymy w tę samą stronę? Czy mamy wspólne cele? My, może trochę dziecinnie, wzięliśmy do ręki długopis i kawałek kartki. Każde z nas napisało czego oczekuje od drugiej osoby i jak widzi wspólną przyszłość za kilka lat. Czy to pomogło? Na pewno pozwoliło ustalić nowe zasady i nowe cele, a świadomość, że wciąż te same rzeczy są dla nas ważne, dodała nam sił.

Rozmawiajmy
Zawsze! Gdzieś w tym codziennym życiu pogubiliśmy się. Już nie siadaliśmy wieczorami na kanapie i nie opowiadaliśmy sobie, jak minął nam dzień. Rozmawialiśmy tylko o tym, co według nas było ważne. Pominęliśmy nasze uczucia i pragnienia.

Wciąż walczymy
I chyba nigdy nasza walka nie dobiegnie końca. Wiecie, dużo jest prawdy w twierdzeniu, że człowiek docenia coś, gdy to straci. Ale żeby to odzyskać, musi walczyć. Już zawsze. O miłość, o każdy dzień, o każdy uśmiech. Czy warto? Pewnie często...nie warto. Ale ja walczyć będę nadal, bo póki co, w tej walce wygrywam.

Chcę, żebyś wiedział/wiedziała, że wspólne życie po zdradzie istnieje, ale to od was zależy, jak to życie będzie wyglądało. Nam się udało. Dlaczego wam miałoby się nie udać?

Klaudia.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...